środa, 3 lutego 2010

Czy to pan, czy to pani? - Dzien 21

Tak sobie podspiewujemy przerobiona wersje utworu "Czy ten pan i pani sa w sobie zakochani?" Maksio nigdy nie ma watpliwosci i wola:
- Pan!
Dotyczy to transwestytow, ktorych co chwila spotykamy. My nie jestesmy w stanie stwierdzic plci z cala pewnoscia;)
Plazujemy sie elegancko, jako juz nie calkiem bialasy postanowilismy posmarowac sie olejkiem dla niemowlat...
- Cholera Maniek! Cos Ty kupil?! - Krzyknela Dorotka smarujac sie wspomnianym olejkiem, ktory zaczal sie pienic i okazal sie... szamponem... Po tajsku czytac jeszcze nie umiem;)
Pierwsza rzecza, ktora robi Maks po obudzeniu sie jest wlaczenie telewizora. Naprawde wszystko jest tu inne, teledyski, filmy, reklamy. Wszystko tu dla nas, ludzi zachodu jest tak rozne, w naszym odczuciu jest to banalne, smieszne a emocje okazywane w zupelnie inny sposob. Krzyki, piski, duzo deszczu i placzu. Normalnie dramat.
A jak juz syn napatrzy sie na to wszystko podstawia sam wozek pod drzwi, wsiada i czeka. Znaczy sie czas na sniadanie:)
Moze opowiem tez jak tajowie spedzaja tu wolny czas. Otoz zbieraja sie przy promenadzie wzdluz plazy (Samila Beach), zjezdzaja sie swoimi motorkami, samochodami. Siedza na matach calymi rodzinami i jedza, rozmawiaja i jedza. Ulica caly czas jezdza wolno motorki przerobione na mini bary gdzie za bardzo male pieniadze mozna kupic wszelakie smakolyki. Owoce morza, kielbaski, kurczaki, lody, arbuzy, anansy, papaya i wiele innych dobroci. Serwowane glownie na patyczkach, bardzo wygodne i praktyczne do jedzenia. My z wielka checia wtapiami sie w tlo i robimy to samo:))) Ja osobiscie pokochalem krewetki smazone w ciescie maczane w sosie chilli. Maks natomiast szczegolnie upodobal sobie kraby. Pewnie sie powtarzam, ale jedzenie tajskie jest boskie!
Dorotce zamarzylo sie dzis oceanarium, maszerujemy wiec juz trzy godziny i co? Okazalo sie, ze moja Kobieta zle odczytala mape i szlismy w odwrotnym kierunku... Od teraz musze ja sprawdzac;) No wiec idziemy w druga strone, doszlismy gdy zaczelo sie sciemniac a oceanarium oczywiscie juz zamkniete... Ech... Ale to nic, wybierzemy sie tam innym razem. Czasu akurat mamy pod dostatkiem.
Maksio tak duzo to nigdy nie jadl, na nogach robia mu sie serdelki. Ida mu cztery nowe zeby. Przesypia cala noc. Ogolnie jest super.
Pozdrawiamy wszystkich Czytelnikow ze slonecznego i totalnie nieturystycznego Songkhla.

4 komentarze:

  1. a gdzie zdjęcia ,pytam się grzecznie.Hanka

    OdpowiedzUsuń
  2. Kasia z Marek3 lutego 2010 16:20

    jak opisujesz te całe smakołyki to mi już ślinka cieknie. moja mama prosi byście pili tylko butelkowaną wodę :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja też tam chcę...ananasy...arbuzy...papaya... mniam!
    Przywieźcie trochę - albo wyślijćie pocztą ;)
    p.s. w oceanarium koniecznie zróbcie fotki :)
    buziaki***
    Ola R.

    OdpowiedzUsuń
  4. Hejka podroznicy!

    A co mowilam na poczatku - niech Maksio nie gubi bucikow ;) hihi Rany, widze ze tropiki was wchlonely i wcale sie jeszcze nie znudzily. Tylko wroccie z tamtad kiedys tam ;) zycze udanego dalszego penetrowania terenow :) pozdrawiam z fasolka (nadal nie wiem, czy chlopiec, czy dziewczynka ;) )

    OdpowiedzUsuń