wtorek, 2 lutego 2010

Plazowanie i jedzenie - Dzien 20

Jest tu tak pieknie, cieplo i cudownie, ze postanowilismy zostac tu na troche dluzej. Jedynym naszym celem podczas nastepnych kilku dni jest opalanie. Pozniej rozejrzymy sie za oklicznymi atrakcjami.
Sniadanie bylo dla odmiany europejskie, spotkalismy holenderke, ktora mieszka tu z mezem i dziecmi od poltora roku. Bardzo ucieszyla sie na nasz widok, bo myslala, ze tu tez mieszkamy, a my tu tylko na wakacjach...
Znalezlismy dzis sympatyczna plaze, prawie pusta. Wchodzimy sobie wszyscy do wody. Za kilka chwil przyjechaly autokary pelne jakiejs wycieczki szkolnej. Jako jedyne trzy bialasy w okolicy szybko stalismy sie sensacja. Ach te blyski fleszy haha. Najdziwniejsze bylo to, ze to nie tylko Maks, jak zwykle byl obiektem zainteresowan, tylko my wszyscy. Dzieciaki pstrykaly zdjecia aparatami i komorkami, byle tylko cos miec. Pozniej pokazywaly sobie i byla kupa smiechu. W ogole czesto widzimy, jak ludzie pstrykaja nam fotki z tzw partyzanta. Czulismy sie troche dziwnie, ale bylo bardzo smiesznie.
Caly czas cos przekaszamy:) Raj dla podniebienia:)))
PS. Zakupilismy sandalki, tutejszy hit mody, wszystkie azjatycke dzieci takie maja - piszczace przy kazdym kroku naszego synka, teraz ciagle slyszymy kwik kwik, kwik kwik;)

1 komentarz:

  1. jestem ciekawa ile jeszcze Maksio zgubi sandalkow? :)
    fajnie byloby tak poplazowac i objadac sie pysznosciami ....
    pozdrawiamy JLO

    OdpowiedzUsuń