piątek, 5 marca 2010

Chamem trza byc, tylko milym - Dzien 50

Co mi trudno nie przychodzi... O godzinie 10.45 weszliszmy do biura podrozy, zeby odebrac kupione wczoraj bilety. Pani mowi, ze jeszcze nie ma, ze mam przyjsc pozniej, ja na to, ze mialy byc przeciez na 10.00. Cisnienie mi sie lekko podnioslo, powiedzialem trzy razy, ze chce je teraz i juz. Usiadlem sobie i czekam. Pani zdenerwowana i zaklopotana wykonala kilka telefonow i po 10 minutach mialem juz bilety w reku. Bo wiemy juz, ze gdybysmy z usmiechem odpuscili, to do wieczora bysmy czekali. W ogole to mamy system na ulicznych natretnych sprzedawcow. Dorotka jest zbyt mila i miekka wiec mowi bezradnie, ze maz nie pozwala kupic a ja z kolei wyklocam sie i patrze groznym wzrokiem:)
Inny przyklad. Pani w recepcji hotelowej na poczatku wchodzila nam do tylka bez mydla, tlumaczyla co gdzie jest, zagadywala Maksia, byla otwarta i mila. Miedzy slowami probowala sprzedac wycieczki i bilety na pociag. Ale gdy okazalo sie, ze jednak nic u niej nie kupimy calkowicie nas olala. Podczas wymeldowania przemknal jej przez twarz lekki grymas usmiechu.
Jak narazie wyjatkiem byla wlascicielka restauracji, gdzie wczoraj jedlismy kolacje. Nie chodzilo jej w ogole o pieniadze, po prostu milo spedzilismy czas na rozmowie. Zapomnialem wspomniec o smiesznym dialogu:
- Ale Ty nie wygladasz na typowego Polaka - stwierdzila wlascicielka
- A jak wedlug ciebie wyglada typowy Polak? - Zapytalem
- Nie wiem... - Zasmiala sie.
- To na kogo wygladam? - Spytalem ponownie
- Na hiszpana - odrzekla smiejac sie
Tuz przed wyjsciem przetlumaczyla slowa swojej mamy:
- Jestescie do siebie bardzo podobni
- My? Nie.. - Spojrzelismy tylko na siebie nawzajem
- Oj zle mnie zrozumieliscie, chodzi mi o to, ze jesli maz i zona sa do siebie podobni, wrozy to im dobrze wspolna przyszlosc.
Czyli dostalismy mily komplement:)
Aaa, jeszcze jedna super sprawa. Pieczywo NAJLEPSZE jakie jedlismy w zyciu. Bagietki, delikatnie chrupiaca z wierzchu a w srodku mieciutka jak puszek. Do tego buleczki, bulki. Ciasta ciasteczka. I te ptysie z kremem! Mniam! Cukiernie full wypas. Az slinka cieknie:) Ciekawa sprawa jest fakt, ze pieczywo w takiej formie w Malezji i Tajlandii praktycznie nie istnieje, jest tylko slodki chleb tostowy.
Nastepna bardzo ciekawa rzecz o ktorej warto wspomniec to nazewnictwo ulic w dzielnicy Old Quarter. Kazda ulica ma nazwe odpowiadajaca temu, co sie tam sprzedaje np. Ulica Hai Tuong - sandaly, Ulica Hang Bo - kosze, Ulica Hang But - szczotki, Ulica Hang Chinh - dzbany, Ulica Hang Duong - cukier. W obecnych czasach tendencja ta podobno zanika, ale my i tak nie jestesmy w stanie tego sprawdzic. To co widzimy, to kwitnacy handel. Wychodzimy z hotelu, wielkie wory pluszakow walaja sie po ziemi. Idziemy dalej, srajtasmy i pampersy. Pozniej ulica dzinsow, okularow, garnkow, miedzi, nici, klockow lego itp itd. Tony ubran najwiekszych swiatowych marek.
...
15.00
Siedzimy w malym parku tuz obok pomnika Lenina. Maksio drzemkuje sobie, zaraz idziemy odebrac paszporty z wizami do Tajlandii (oj tak tak, za miesiac znow tam jedziemy:)
...
16.00
Siedzimy w KFC, jemy lody:) Maksio wniebowziety szaleje na zjezdzalni. Mamy wizy. Fajnie jest:)
...
21.00
A jednak zrobieni w ch...!!! Co, jak i dlaczego? Juz opowiadam. Wlasnie jedziemy pociagiem, wiec jest ok, ale co sie dzialo tuz przed wyjazdem?! Cofnijmy sie wiec troszke w czasie:
18.30 - Przychodzimy sobie na luzaka na stacje, pokazujemy nasz bilet, panie przygladaja sie, kiwaja spokojnie glowami, ze wszystko ok i kaza nam czekac do 19 w poczekalni. Bo odjazd pociagu o 19.40.
19.00 - Podchodze do tych milych pan, pytam sie co teraz, kaza nam czekac do 19.10
19.10 - Podchodzimy teraz juz wszyscy domyslajac sie, ze juz czas isc na pociag, okazuje sie, ze to co mamy to nie bilet i mamy dalej czekac
19.15 - Pytam sie obslugi stacji, co mam teraz robic, bo przeciez zaplacilem 40 dolarow za te bilety, oni zbywaja mnie i kaza dalej czekac
19.17 - Dalej pytam sie co mam zrobic, na to one pokazuja mi jakis numer na moim "bilecie" i ze ja mam tam zadzwonic, zeby dostac bilet
19.18 - Podchodza do nas szybko dwaj kolesie i prosza o pokazanie biletu, czemu nie, niech sobie spojrza. Nagle okazuje sie, ze moj bilet jest ok, tylko szybko trzeba jechac na inna stacje, bo nasz pociag nie odjezdza z tej co na niej jestesmy. Szybko szybko juz mamy za nimi biec, bo nie ma czasu. A ja mam to w dupie, nigdzie nie jade. Stoje sobie dalej.
19.19 - Pytam sie kolejnej osoby z obslugi co teraz, pani na to bierze moj "bilet" i dzwoni pod podany numer i za chwile gdzies odbiega
19.20 - Dwoch panow robi drugie podejscie, i znow nieudane
19.21 - Ja pytam sie po raz setny chyba co teraz, przeciez kupilem bilet a pociag zaraz odjezdza i tez chce jechac
19.22 - Dwoch panow robi trzecie podejscie, i znow nieudane
19.23 - Pojawia sie inny gracz na polu, mlody chlopak bierze ode mnie bilet i dzwoni mowiac, ze nie bilet, tylko bilet telefoniczny i ze trzeba zadzwonic
19.24 - Wraca zziajana pani dzierzac cos w reku i dyszac cos w stylu "uff ledwo ale udalo sie".
19.25 - No wiec ta zdyszana pani rozmawia z nowym mlodym graczem i okazuje sie, ze juz mam bilety a pociag jednak odjezdza z tej stacji, co na niej jestesmy
19.26 - Panie z obslugi mowia, zeby isc za tym mlodym chlopakiem
19.27 - Idziemy miedzy pociagami po torach, ja od trzech minut mam w reku cos, co jest juz biletem
19.35 - Wchodzimy do pociagu, numery miejscowek zgadzaja sie, chyba jest ok
19.36 do 19.41 - mlody chlopak czeka w korytarzu na pieniadze, usmiech stopniowo znika mu z twarzy gdy widzi moja reakcje. Za tyle nerwow i same oszustwa chcial jeszcze napiwek. Szczyt bezczelnosci.
19.45 - Pociag rusza...
20.00 - Pociag na chwile zatrzymuje sie na innej stacji, domyslamy sie, ze tu bysmy wsiedli lzejsi o dobrych pare dolarow

Jedna wielka pieprzona sciema, wszyscy niczym aktorzy w teatrze odgrywali swoje role. Trwalo to ponad godzine, ale koncowka byla kumulacja ich wyczynow, naganiania, przekonywania, wzbudzania poczucua zagrozenia. Istny cyrk. Dzialo sie to bardzo szybko ale ja zachowalem spokoj i przygladalem sie temu z boku, choc dotyczylo to mnie bezposrednio. Celem mialo byc nabicie bialasa w butelke i wyciagniecie kasy. Dorotka tylko biedna, bo sie strasznie zestresowala... Normalnie turysta spieszy sie i zrobi wszystko, zeby tylko pojechac, po prostu w panice latwo da sie nabrac na te gre.
...
No wiec jedziemy, jest noc, jest stuk puk i w ogole. Maksio z Dorotka juz spia a ja sluchajac muzyczki pisalem reportaz z miejsca zdarzenia. Jutro nowy dzien, zobaczymy na wlasne oczy gory polnocnego Wietnamu. Fajnie jest:)

1 komentarz:

  1. Zazdroszcze nerwow ze stali. Ja bym pewnie wpadla w panike i albo dala sie oskubac, albo urzadzila dzika awanture (mam juz praktyke dzieki polskiej poczcie ;) ).
    Pozdrawiam i zycze jak najmniej takich niemilych przygod.

    OdpowiedzUsuń