sobota, 31 grudnia 2011

Co za fatalni rodzice...

Pierwsze urodzinki naszego drugiego kochanego Synka wybiły 13 grudnia. W wyniku splotu różnych wydarzeń odbyły się troszkę później... Ale torcik był, prezencik też:)
Wszystkiego najlepszego dla kochanego Gabrielka!!





środa, 28 grudnia 2011

Goście! Goście!

Dziękujemy bardzo za wizyty, miło było Was gościć:)) Mamy nadzieję, do rychłego zobaczenia!:)


Dagmara - Mama Chrzestna Gabrielka

Buziaki dla Oli i Misia Leszka;) - oni wiedzą o co chodzi:)

wtorek, 20 grudnia 2011

Trzecia ciąża oraz Blog Roku 2011

Miejsce akcji autobus, Kraków.
- Może pani sobie usiądzie - powiedziała kobieta do mojej żony ustępując jej miejsca.
Dorotka siada myśląc, że ta miła kobieta zaraz wysiada... ale nie, ona jedzie dalej. Co się okazało? Moja kochana współmałżonka jest ostatnio tak najedzona (delikatnie mówiąc), że wygląda czasem na 5 miesiąc ciąży. Do tej pory gdy myślimy o tej sytuacji chce nam się śmiać:))) Tak więc po powrocie do UK razem przechodzimy na dietę, ale narazie obżarstwo;)

Druga sprawa, zgłosiliśmy swój blog do konkursu Blog Roku 2011. Oczywiście miejsce inne niż pierwsze nas nie interesuje;P

poniedziałek, 19 grudnia 2011

Nie ma jak u Babci!

Mańki meldują, że są w Krakowie... oj fajnie jest u Babci, fajnie... i pierogi są, i rosół jest, i ciasto, i dzieciaki dokazują i piszczą z radości. Tak mało brakowało a tego wszystkiego by nie było... cofnijmy się może myślami do dzisiejszego poranka.
Nic nie zapowiadało stresu, biegania i potu z tyłka. Normalnie pobudka 3.30, samochodem na lotnisko, luzik bluzik. Do odprawy dzikie tłumy, ale my sobie spokojnie czekamy, bo jakie mamy inne wyjście? Powoli czas się zagęszcza. Po nadaniu bagażu idziemy szybko do kontroli paszportowej a później osobistej. Tu też pełno ludzi. Obsługa sprawdza wszystko, każdą niemal rzecz, aż do przesady. Nie mogę się nadziwić, bo czegoś takiego nigdy nie było w Azji, ale dobra. Czas się kurczy coraz bardziej. Sprawdzam szybko na tablicy informacyjnej, a tam "final call" czyli ostateczne wezwanie do bramki numer 5. No więc z dzieciakami na plecach i z czterema bagażami podręcznymi (zawsze musimy po swojemu interpretować przepisy haha) BIEGNIEMY slalomem pomiędzy półkami duty free mijając spacerujących podróżnych. Jako ostatni wpadamy do samolotu. A że przypadkiem robimy wokół siebie troszkę szumu - przypominam z dwójką małych dzieci na rękach, czterema tobołami i górą ciuchów, w ciasnej przestrzeni wnętrza samolotu - to pasażerowie sami z siebie zamieniają się miejscami, żeby tylko mańki siedziały razem:) no złoci ludzie normalnie hahaha. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło. Nie obyło się bez małych strat. Gdzieś po drodze zgubiliśmy zimowy śpiworek do wózka i czapkę Maksa (z Bobem Budowniczym jeśli to kogoś interesuje)
A plan na jutro? Zakupy w Biedronce! Ekscytacja sięga granic, no chyba zrobię wideo-relacje.

sobota, 10 grudnia 2011

Smacznej kiełbachy i śniegu po pachy!!

Z okazji nadchodzących Świąt życzymy wszystkim naszym Czytelnikom zdrowych i spokojnych... wiadomo:)))
Co byście chcieli... albo raczej nie, ciekawsze pytanie, czego byście nie chcieli znaleźć pod choinką? Z pierwszej setki komentarzy jakie się tu zaraz pojawią wyłonimy najciekawszy i wyślemy upominek;P

wtorek, 8 listopada 2011

Wszędzie dobrze...

... ale w domu najlepiej:)
Kochani, pragniemy wyrazić naszą skruchę i przeprosić tych z Was, którzy codziennie sprawdzali naszego bloga z nadzieją na nowy wpis. Na usprawiedliwienie pragnę wyjaśnić, że życie po powrocie jest jeszcze cięższe niż na wakacjach;) A tak na poważnie to zmiana klimatu, temperatury powietrza z 33st na 3st spowodowała, mimo naszych starań (ciepłe ubrania oraz koce dla chłopaków), przeziębienia i wysoką gorączkę. Także do tej pory zmagamy się z powracającymi katarem i kaszlem. Doczepiło się do nas jakieś ścierwo i nie chce puścić.
Poza tym Maks zaczął chodzić do przedszkola i ciężko mu idzie aklimatyzacja a dla nas jest to ogromne przeżycie. Do tego dochodzi fakt, że ciągle szukam pracy. I wychodzi Coco Jumbo, ale jedziemy do przodu:)))
I jeszcze jedna interesująca sprawa:
Ciekawe, bardzo ciekawe... bo... w dzień po powrocie zaklinaliśmy się, że przez co najmniej półtora roku lub dwa lata nigdzie nie wyjedziemy! Że przez trzy miesiące nie będziemy jeść ryżu!
A tu co? Minęło zaledwie półtora tygodnia i planujemy wakacje w Maroku, a na obiad zrobiłem chińskie danie na woku, oczywiscie z ryżem.... hahaha

A teraz zapraszamy do obejrzenia kilku fotek z ostatnich dni naszych wakacji:)


Spacery o zachodzie słońca w Kucie na Bali





Singapur, wyspa Sentosa







widział ktoś takiego kraba na sterydach?!


Singapur, ZOO


 z racji tego, że ZOO jest ogromne, wykupujemy super transport dla dzieciaków


 jakby ktoś nie wiedział: ŻYRAFA

 lubi marchewkę:)




 zajebista jest ta zebra, czemu u nas takich nie ma?

 takim oto koszyczkiem...

 ...poczęstujemy słonika:)



 jestem flamingiem!


z tego zdjęcia jesteśmy najbardziej dumni, rzuciłem do Maksa hasło: zrób nam zdjęcie! i co? wziął Synek nasz aparat, przymierzył kadr i strzelił focie, i nie żeby kilka razy próbował, o nieee. Normalnie za pierwszym razem, cyk i już:)

czwartek, 20 października 2011

"Traktat o podrozowaniu (z dziecmi)...

... oraz podstawowe roznice wynikajace z powiekszenia stada"

Pragne uchwycic nasze przemyslenia wlasnie teraz, bo po powrocie wiele niuansow moze uleciec z glowy. Skupie sie w tym momencie glownie na technicznej stronie podrozowania z dzieckiem / dziecmi.
Pamietamy wyjazdy tylko we dwoje. Mozna bylo wtedy poczytac ksiazke, czasopismo, polezec w hamaku, zjesc cos albo nie zjesc. Jechac przed siebie i zwracac uwage na otaczajacy swiat.
Przy dzieciach jest zupelnie inaczej. Bezapelacyjnie pojawia sie wiele aspektow o ktorych trzeba pomyslec. Na przyklad znalezc nocleg najlepiej przed zmrokiem, wypracowac pewien rytm posilkow i zadbac o podstawowa higiene. W tropikach nietrudno o potowki, odparzenia, przegrzanie. Z nieba plynie zar i nie mozna zapomniec o kremie z filtrem. Generalnie duzo uwagi poswieca sie dziecku czasem niezauwazajac tego, co jest dookola.
Jaka jest roznica pomiedzy obecnym wyjazdem a tym z przed niespelna dwoch lat? Kolosalna. Z jednym dzieckiem, ktore chodzi, jest banalnie. Przemieszczanie sie jest proste. Jeden duzy plecak, albo na plecach albo w wozku, i spokojnie marszem tup tup do przodu. Ladowanie sie do jakiegokolwiek srodka transportu nie nastrecza zadnych trudnosci. Przynajmniej jeden rodzic ma wolne rece a drugi moze ale nie musi, bawic sie w cos z dzieckiem. Czyli radosc i luz. Ale jesli dolozyc do tego niemowle, to sprawa zaczyna sie mocno komplikowac. Tego rodzice hmm... nie przewidzieli. Niemowle musi byc caly czas na rekach, bo w wozku dlugo nie posiedzi. Niemowle, ktore raczkuje, lubi sobie oczywiscie poraczkowac, tylko gdzie? No wlasnie... Wychodzi tylko na to, ze w pokoju hotelowym, gdzie jest wystarczajaco czysto. W kazdym innym przypadku niemowlak jest non stop noszony (ku jego radosci rzecz jasna), co na dluzsza mete powoduje dyskomfort. Starszy brat sprytnie wykorzystuje fakt, ze uwaga skupiona jest czesto nie na nim, i robi rozne fajne rzeczy, zeby zirytowac rodzicow, i oczywiscie zwrocic na siebie uwage. Na przyklad tarzanie sie w blocie albo udawanie dinozaura, czyli darcie paszczy na calego. Rodzice musza byc ciagle skupieni i miec oczy dookola glowy. Czesto jest tak, ze budza sie juz zmeczeni. Na godzine porannego wstawania nie maja wplywu, to dyktuja akurat dzieci, zwykle miedzy 5 a 7 rano. Mieszkancy danego hotelu oraz obsluga musza kochac takich ludzi. A potem meksyk do wieczora.
Nie chce byc zle zrozumiany, nie jest nam zle, jestesmy szczesliwi, ze mozemy spedzac wakacje w egzotycznych miejscach. Mozemy ogladac codziennie jakie postepy robia nasze dzieci. Maks ciagle z nami rozmawia, zadaje duzo pytan. Gabrys niedlugo zacznie chodzic, wyszly mu cztery zeby. Robi super smieszne minki, nauczyl sie klaskac. To wszystko jest swietna sprawa, ze mozemy spedzac czas razem.
Mielismy wielkie plany, backpackerska podroz przez dalekie azjatyckie krainy, troche wloczegi jak poprzednio, troche treku po wulkanach i troche luzu na plazy. A wyszlo na to, ze najlepszym rozwiazaniem jest znalezc odpowiadajaca nam miejscowke i siedziec na dupie.
Inna roznica jest taka, ze poprzednio spalismy w najtanszych dziurach z jednym lozkiem a Maks pomiedzy nami. Obecnie musza to byc dwa lozka, ktore zsuwamy albo ostatecznie jedno wielkie. Podloga musi byc nadajaca sie do raczkowania, czyli czyszczona codziennie. Koniecznie posadzka. To oczywiscie podnosi koszty.
Wlasnie, koszty...
Zawsze bierzemy nocleg ze sniadaniem, bo jak wytlumacze glodnemu dziecku, ze teraz tatus chodzi i szuka miejsca, gdzie mozna cos zjesc? (na ostatnich wakacjach czasem tak sie zdarzalo, glownie w Wietnamie). Gdy kupujemy bilety na autobus, zawsze bierzemy trzy miejsca, a nie dwa. Czesto zdarza nam sie wziac taksowke, bo tarabanic sie z calym dobytkiem i dwojka dzieci na plecach w upale i szukajac jeszcze noclegu powoduje, ze pot doslownie leci z tylka. Wiec wozimy sie:) W poprzedniej czteromiesiecznej podrozy taryfe, z tego co pamietam, wzielismy raz w Bangkoku. A tak to radosnie ladowalismy sie do transportu lokalnego. Teraz jest to po prostu arcy malo wygodne. W zasadzie dzielac nasze rzeczy na cztery osoby to nie mamy wiele, lecz trzeba pamietac o tym, ze najmlodsi czlonkowie naszej radosnej gromadki niewiele moga targac.
Moze slow kilka o naszym "dobytku". Jestesmy w posiadaniu dwoch duzych plecakow (jeden 75l a drugi 45l). Miesci sie w nich miedzy innymi 35 obiadkow dla Gabrielka (oczywiscie wiekszosc juz wyzarte), nocnik dla Maksia (nigdy nie uzyty, bo Synek nasz nauczyl sie robic kupke normalnie jak dorosly), stos caly zabawek do piasku, basenik, dwa kola ratunkowe, plus smiesznie mala ilosc ubran. Do taszczenia pociech mamy wozek spacerowke maclaren xt, chuste oraz nosidlo ergo. Na koniec dwa male plecaki podreczne.
Mielismy wielka ochote pojedzic na motorze. I znow, z jednym dzieckiem jest to latwe. Wrzuca sie takiego kajtka pomiedzy nas i w droge. Oczywiscie byl zamysl powtorzenia tego z dwojka dzieci. Jednak wzialem pod uwage ruch uliczny na Bali i doszedlem do wniosku, ze byloby to po prostu glupie i niebezpieczne. Jesli teleportowalibysmy sie teraz na Koh Phangan to pewnie sprobowalibysmy w czworke zwazywszy na puste drogi.
Po przeanalizowaniu za i przeciw zamiast motoru wynajelismy auto, co okazalo sie strzalem w dziesiatke. Zjezdzilismy Bali wdluz i wszerz - no prawie;) Byl jednak maly minus... znow nadwyrezylismy nasz budzet.
Jakie mamy wnioski? Na nastepnych wakacjach bedzie mniej tulaczki, a bardziej stacjonarnie. Bedziemy robic krotkie wypady wypozyczonym autem, bo taka jazda przed siebie to dla nas ogromna radosc. Chlopaki beda mogli ladnie bawic sie ze soba, a my nasza uwage skierujemy na to, co widzimy dookola.
Kierunek... tym razem chcemy dla odmiany poleciec na zachod:)

Czasem, gdy jestesmy zmeczeni, przysiadziemy w cieniu pod palma, to marzy nam sie troche ciszy. Chcielibysmy po prostu lezec bez dzieci i miec swiety spokoj. Ale jak tak patrzymy sobie na naszych dwoch rozbojnikow, to nie wyobrazamy sobie, zeby ich nie bylo. Za nic nie zmienilibysmy tych wakacji:)))

piątek, 14 października 2011

Maks i dziewczyny

W portowym miasteczku Padang Bai, w miejscu gdzie zatrzymalismy sie - Dharma Homestay, mieszkaly sobie trzy dziewczynki. Jako, ze dzieci byly w podobnym wieku, szybko zlapaly kontakt.

 my pluszaki nosimy w chustach na plecach, a my z Europy w wozku;)



 sliczna Sila, z nia wlasnie Maks bawil sie najwiecej


czwartek, 13 października 2011

Błękitna Laguna

Bo wlasnie tak zwie sie to miejsce, w ktorym spedzalismy sporo czasu bedac trzy dni w Padang Bai. Dotarlismy tam z zamyslem ewentualnego przedostania sie na Lombok. Jednak po przeanalizowaniu za i przeciw (a raczej 6 godzinnej podrozy promem = bełt) doszlismy do wniosku, ze zostajemy tu na chwile a pozniej uderzamy do Kuty.
Moze pare slow o Padang Bai. Jest to miejscowosc tranzytowa, ludzie zatrzymuja sie tu doslownie na chwilke, zeby zlapac prom na pobliskie wyspy. Jednak niewielu zostaje tu na dluzej. A szkoda, bo jest tu calkiem sympatycznie. My spryciarze wiedzielismy to wczesniej - napomknal nam o tym pewien anglik spotkany na Tioman, ktory jest w ciaglej podrozy od 30 lat.
Oto super hiper wspaniala fotorelacja:



 mamo! tato! opalam sie!

 przyszla fala, bul bul



ojciec artysta zrobil zolwia, a potem zakrzyknal do syna:

SKOK NA ŻÓŁWIA!!!


a po calym dniu na plazy, bycze krewetki:)

Trzesienie ziemi

Jak niektorzy byc moze dowiedzieli sie z portali informacyjnych, bylo dzis trzesienie ziemi w poblizu Bali. Jako, ze jestesmy teraz na poludniu Bali w miejscowosci Kuta, pragne wszystkich uspokoic. U nas wszystko ok.
Jak to wygladalo na zywo, tutaj na miejscu...? Bylo to dwie godziny temu... powiem tyle, ze wrazenie nie do opisania. Myslalem, ze kreci mi sie w glowie, a to cala plaza chodzila lekko na boki. Pod nogami czuc bylo bulgotanie i stukot, takie fale glebokiego basu dochodzace prosto spode mnie. Ciezko ubrac to w odpowiednie slowa... W sumie to nasze pierwsze trzesienie ziemi. Na plazy na chwile zrobilo sie nerwowo. Panowie w uniformach zaczeli gwizdac, zeby wszyscy natychmiast wyszli z wody. Wielu ludzi pospiesznie opuscilo plaze. A my? Moze to glupio zabrzmi, ale siedzielismy dalej wpatrujac sie w morze i wyczekujac nie wiadomo czego oraz wstrzasow wtornych. Bylo to tak inne i dziwne doznanie od wszystkiego czego do tej pory doswiadczylismy... Nie mielismy zadnego porownania, czy to byly silne czy slabe wstrzasy. Dopiero teraz po przeczytaniu newsow okazalo sie, ze w epicentrum bylo to 6 stopni w skali Richtera...
Wieksze supermarkety ze wzgledow bezpieczenstwa zostaly zamkniete na pare godzin, a nad plaza przelecial kontrolnie helikopter. Czyli generalnie wyglada na to, ze nic powaznego sie nie stalo.

PS. Piszemy to z macdonalda, bo dostep do internetu mamy bardzo ograniczony. Jednak dzis wieczorem postaram sie zamiescic pare zaleglych fotek:)

wtorek, 11 października 2011

Autem przez Bali - dzien drugi i trzeci

 swiatynia napotkana gdzies po drodze...


 tak dzieci w Indonezji dojezdzaja do szkoly

 swiatynia Batur


owoce dla bialasa, ceny tez dla bialasa 

 pochod i ceremonia w swiatyni Besakih

 pamiatkowa focia musi byc



 wzielismy udzial w ceremonii, mamy swiety ryz na czole, juz czuje sie lepszm czlowiekiem;)