czwartek, 29 września 2011

Spotkania biznesowe - Dzien 19

Trzeba zaczac od tego, ze tutaj jest po sezonie. Bialych turystow jak na lekarstwo. Dla nas super sprawa, jest tanio i spokojnie (np. zawsze sami na basenie). Jednak dla handlarzy jest to okres posuchy. Aaaaaby cos sprzedac uzywaja prostych ale bardzo skutecznych trickow psychologicznych. Niestety biedaczki nie wiedza o tym, ze na nas to juz od dawna nie dziala. Rozmowa zaczyna od przywitania, przedstawienia sie i wypytania o podstawowe informacje. Najczesciej temat schodzi na dzieci. Oczywiscie tez maja zblizona ilosc dzieci w podobnym wieku - taki zbieg okolicznosci. Jak juz jestesmy przyjaciolmi i wiemy o sobie wszystko, przedstawiaja swoja oferte. Oczywiscie cena wyjsciowa produktu lub uslugi jest oszalamiajaca. ALE dla przyjaciela znizka - specjalnie dla nas. Kiedy probujesz grzecznie sie wycofac, nastepuje atak. Wywolywanie wyrzutow sumienia, branie na litosc, prosby i wciskanie na sile czegos, czego nie chcesz i nie byles tym zainteresowany. Handlarz podarza za toba, zagradza ci droge, krzyczy, blaga, wymusza obietnice ze wrocisz pozniej do niego i na pewno cos kupisz. Ogolnie ciezko jest odpedzic sie a przejsc niezauwazonym niemozliwe. Zjawisko to jest chyba ogolnoswiatowe. Doswiadczylismy tego rowniez w innych panstwach. Jednak tutaj jest to naprawde meczace.
Nawiazujac do tematu, jest tutaj taki pan, nazwalismy go Pan Delfin, bo codziennie przychodzi do nas do domku i chce byc naszym przyjacielem, przyprowadzil nawet swojego dwuletniego synka (ale mamy watpliwosci czy to jego dziecko haha) zeby pobawil sie z Maksiem. Siada u nas na schodach, pyta sie co slychac, i jakie plany mamy na jutro. Cel jest jeden - sprzedac nam wycieczke na poranne ogladanie delfinow. I nawet przez chwile przeszlo nam przez mysl, ze moze wybralbym sie sam z Maksem, ale Pan Delfin chce nam sprzedac te wycieczke jako pakiet rodzinny, czyli Gabriel tez by musial zabulic. Po chwili uprzejmosci wracamy do swoich zajec, a nasz przyjaciel niestrudzenie siedzi sobie dalej i nie przejmuje sie tym, ze go ignorujemy.
Zdajemy sobie sprawe, ze jest to chleb tych ludzi. Lecz my nie jestesmy tu po to, aby zabawiac Pana Delfina i jemu podobnych. Wciaz ma koles nadzieje, ze ulegniemy i dla swietego spokoju kupimy te wycieczke, bo z pewnoscia ma takie doswiadczenie, ze bialas w koncu sie zlamie.

Historia tego pana jest niezmiernie interesujaca, zaczepil nas na plazy i przedstawil sie jako biznesman sprzedajacy hurtowo naszyjniki do Europy. Zarzekal sie, ze owe produkty wykonuje sam. Wczoraj, jak twierdzi, wyslal transport 60kg tychze wyrobow do Rosji, a jutro wysyla 30kg do Holandii. Pytal sie czy nie jestesmy zainteresowani wspolpraca z nim. W miedzyczasie pokazal kubeczek z muszelkami, ktore wlasnie zbieral na wieczorny rodzinny posilek. Najlepsze jest to, ze owe naszyjniki mozna dostac w kazdym kramie z pamiatkami w Lovinie. Kurde cos tu sie nie klei;)


wystarczy tylko spojrzec w ich kierunku, a nie dadza ci spokoju 

ta pani biega za nami od wczoraj, wola hej John! hej Dora! Obiecalas mi! Kup tylko u mnie!

Ja jako przyjezdny, gosc w danym kraju chce byc mily i po prostu szanowac innych ludzi, natomiast handlarze bezpardonowo to wykorzystuja. Wchodza bialasowi na glowe, bo wiedza, ze moga bezkarnie to robic. Turysta usmiecha sie, jest grzeczny, bo nie chce nikogo urazic.
Reasumujac, najlepiej starac sie ich ignorowac i robic swoje.

2 komentarze:

  1. kurczę, to światowa plaga! Ja w Eipcie miałam szczerze dosyć i choć marzę o porządnym zwiedzeniu tego kraju, to jednak nieprędko tam z powyższych względów wrócę:(

    OdpowiedzUsuń