wtorek, 15 stycznia 2013

Magia Indii... - dzień 35

... choć wedle tradycji ten post powinien nosić tytuł "Szklana pułapka 3", bo dziś znów będziemy tłuc się autobusem. Tym razem na trasie Udaipur - Ahmedabad, planowo 5 godzin, więc raczej bułka z masłem. Ale do rzeczy.
Ech ten research, całą noc czytaliśmy na temat Goa, my zawsze wszystko na ostatnią chwilę. Taki urok Mańka i Dorotki. W rezultacie spaliśmy około dwóch godzin.
6.40, dzwoni budzik. Wypoczęci i z uśmiechem na ustach pakujemy resztę naszych rzeczy i wychodzimy. Dzieciaczki bardzo dzielne, ładnie maszerują do tuk tuka.
Po 15 minutach jesteśmy w miejscu, skąd odjeżdżają autobusy. Podchodzę do kolesia aby potwierdzić uprzednią rezerwację. Ten zerka na nas.
- Ile jedzie osób? - pyta się przybierając ostry ton
- Dwie osoby dorosłe i dwoje dzieci - odpowiadam spokojnie
- Ale tu na bilecie są tylko dwie osoby - gościu kontynuuje
- Wiem, bo kupiłem dwa bilety - stwierdzam
- Ale dzieci nie mają biletu, muszą zapłacić! - koleś robi się coraz bardziej agresywny
- Słucham?! - prawie się wydzieram
- No tak, dzieci muszą zapłacić - pada ponowna odpowiedź
- Przecież dzieci nic nie płacą, one jadą za darmo! - mi już krew się gotuje
- Kto ci tak powiedział?! - pyta ostro?
- Facet, który sprzedał mi bilet - stwierdzam stanowczo i pewnie (nie jest to do końca prawda, ale w takiej chwili nie mogę okazać wahania)
Koleś coś przez chwilę mieli w głowie, lecz moja agresywna postawa skutkuje i po chwili trzymam w ręku bilety. Nie dopłacając ani grosza, a dokładnie rupii. Żeby nie było, że to ja kręce, dzieci ustawowo do piątego roku życia jeżdżą za darmo.
Taki mały nerw z rana lepszy jest niż kawa. Podnosi ciśnienie, zresztą tylko na chwilkę. A facet za ladą zachowuje się jakby nic się nie stało. Bo tak było. Nic się nie stało.
Magia Indii...

***

Jesteśmy już w Ahmedabadzie, temperatura zauważalnie wyższa, powietrze trochę duszne i lepkie. Coś jak przed burzą. Lecz ta burza nigdy nie nadchodzi.
Po zameldowaniu się w hotelu idziemy na mały rekonesans. Łapiemy tuk tuka, żeby zabrał nas na targ, gdzie można kupić jakieś jedzenie. Od słowa do słowa i okazało się, że dziś jest Międzynarodowy Festiwal Puszczania Latawców. No przecież nie może nas tam nie być! Jedziemy:)
A na miejscu, ogromna połać przestrzeni nad brzegiem rzeki, ziemia wyłożona zielonym materiałem. Tłum ludzi, rodziny z dziećmi, przede wszystkim dzieci. Cała masa dzieci uganiających się ze sznurkiem w dłoni próbując wzbić w powietrze swoje papierowo drewniane zabawki.
A my szukamy, gdzie by tu kupić latawiec. Pod murem siedzi mężczyzna i coś majstruje, okazuje się, że on je wyrabia. Podaje nam jeden, my chcemy zapłacić, on nie chce przyjąć pieniędzy. Taki mały wielki gest, robi wrażenie.
Z głośników płynie spokojna muzyka, w powietrzu tańczą setki kolorowych latawców. Nie muszę puszczać jednego z nich, nie muszę spędzać tu wielu godzin. Liczy się ta jedna chwila, w której czuć to coś. Sama obecność tu i teraz jest wystarczająca. Na chwilę przenoszę się do innej krainy.
Magicznej i pięknej.
Magia Indii...

A TU KLIKNIJ ABY OBEJRZEĆ FILMIK O PODRÓŻY DO AHMEDABADU, I O LATAWCACH:)


2 komentarze:

  1. Jak to się stało, ze już w podrózy jesteście ponad miesiąc...ale ten czas leci..:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wrzućcie jakieś zdjecia z tego festiwalu!

    OdpowiedzUsuń