niedziela, 28 września 2014

niedziela, 24 sierpnia 2014

I znów Eurotrip, czyli wracamy do UK

Wracamy troszkę z bólem serca, bo dobrze nam było w Ojczyźnie.
Nasza Cytrynka tuż na dwa dni przed planowanym wyjazdem z Polski wylądowała w serwisie Citroena. W takim przypadku warto mieć bilet na prom do UK typu flexible. Znaczy to, że możemy pojawić się do 72 godzin przed i po planowanym wypłynięciem. Bez wcześniejszego powiadamiania przewoźnika. Czyli można zajechać jak gwiazda, kiedy się chce haha ;P Nam jednak nie było zbytnio do śmiechu. Mieliśmy do pokonania 2 tysiące kilometrów autem, które czasem nie chce odpalić, a w serwisie Citroena pięknie to tylko wypisują faktury. Lecz nie chcę już do tego wracać.
Pokuszę się może o małe podsumowanie podróży samochodem przez pół Europy. Ale po kolei.

środa, 20 sierpnia 2014

Wakacje na polskiej Ziemi

Oprócz tysiąca spraw, które mieliśmy do załatwienia w Krakowie, znaleźliśmy czas na spacer na Rynku oraz beztroskie zabawy na działce :D
Działka należy do babci Grażynki. Jest przepięknie zadbana, wszędzie pełno owoców. Nasze dzieci miały tam raj, a tu boróweczka, a tu truskaweczka, malinka i jeżynka. Prosto z krzaczka i do buzi.

 basen musi być

niedziela, 17 sierpnia 2014

Spotkanie z Wami - fotorelacja

Do codziennego filmowania używamy zwykle tanich kompaktów, które zwykle padają nam jak muchy po kilku miesiącach intensywnego użytkowania. Tak więc raczej nie posiadamy dobrego sprzętu do robienia dobrych zdjęć. Poniższe fotografie zawdzięczamy tylko i wyłącznie Michałowi - wielkie dzięki :)


Nie wiedzieliśmy ile osób pojawi się na naszym pierwszym spotkaniu z widzami. Przyznam się, że trochę się denerwowaliśmy, jak to wszystko wyjdzie. Dorotka spędziła sporo czasu poszukując odpowiedniego miejsca. Wybór mojej żony padł na pub Budda na rynku w Krakowie. Miejsce dysponuje wielkimi lożami z wygodnymi sofami. Praktycznie na rynku, jednak troszkę na uboczu, w miarę cicho i spokojnie.
Plan był taki, że przyjeżdżamy wcześniej i czekamy na rozwój wydarzeń. Lecz w związku z odbywającym się Tour de Pologne większość ulic była pozamykana, tramwaje jeździły jak chciały, my pędziliśmy z wywieszonymi językami i prawie się spóźniliśmy...

Kilku osób na poniższych zdjęciach niestety nie ma, albo wcześniej się zmyły, albo przyszły później. Niemniej jednak wszystkim Wam serdecznie i z całego serca dziękujemy za to, że jesteście i że chciało Wam się poświęcić swój wolny czas, żeby zobaczyć nasze skromne osoby.

wtorek, 5 sierpnia 2014

35 godzin europejskiej wyprawy

gotowi do drogi? chyba nie...
Po kilku miesiącach wytężonej pracy w Anglii postanowiliśmy zrobić sobie małą przerwę. Tęsknota za Polską i za rodziną okazała się zbyt silna. Dorotka co prawda rok temu była w Polsce, natomiast ja... dwa i pół roku, jeśli dobrze liczę. Tak więc zaczęliśmy przygotowywać naszą Cytrynkę* do długiej europejskiej trasy. Rozpoczęliśmy od przeglądu technicznego u mechanika, a skończyliśmy na odkurzaniu, szorowaniu i wybłyszczaniu naszej limuzyny. W sumie to miałem trochę stresa, ponieważ nigdy nie byłem w tak długiej trasie. Sprawdziłem na google maps i przede mną ok 2000km...

wtorek, 20 maja 2014

O tym jak rzucić wszystko i ruszyć w nieznane...


Pozwolę sobie znów wrócić do przeszłości, a konkretnie do roku 2010, kiedy to sprzedaliśmy wszystko co się da i z biletem w jedną stronę i z półtora rocznym Maksiem pod pachą ruszyliśmy do Azji Południowo Wschodniej. Jak nam się wtedy wydawało - zdobywać świat... Szczerze zachęcam do lektury tego bloga z tamtego okresu, codziennie namiętnie opisywałem każdy dzień naszej przygody. Tutaj kliknij aby przeczytać o naszej pierwszej podróży. Tej najważniejszej :)

Tym razem nie pozbywaliśmy się wszystkiego, nie mieliśmy już takiej potrzeby. Powoli znajdujemy złoty środek pomiędzy być a mieć, albo po prostu starzejemy się i chcemy mieć swój kąt do którego wraca się po dalekich eskapadach.
Teraz, siedząc w deszczowej Anglii pokuszę się może o małe podsumowanie.

sobota, 10 maja 2014

Ludzkość na krawędzi zagłady, czyli witamy nad jeziorem Toba


Dawno dawno temu, czyli ok 77 tysięcy lat temu, na Indonezyjskiej wyspie Sumatrze wybuchł super wulkan. Erupcja była tak potężna, że niebo na całej planecie zostało przykryte pyłem wulkanicznym. Zrobiło się ciemno i zimno, zaczęła się tak zwana zima wulkaniczna. Populacja ludzkości skurczyła się do zaledwie kilkuset osobników. Naprawdę mało brakowało i nas by tu po prostu nie było...

czwartek, 1 maja 2014

Potęga natury, czyli wulkany w Indonezji


Wyjeżdżając z Indonezji a konkretnie z Sumatry w roku 2010 mieliśmy ogromny niedosyt, ponieważ byliśmy tam bardzo krótko. Wiedzieliśmy, że kiedyś tu wrócimy. Podczas obecnej podróży kraj ten zajął szczególne miejsce w naszych planach. Lot z Kuala Lumpur do Medan mieliśmy zaplanowany już dawno.

wtorek, 29 kwietnia 2014

Raj w rozbudowie, czyli wyspa Phu Quoc w Wietnamie

Czy ktoś wie, gdzie pieprz rośnie? Ja przez całe życie nie wiedziałem, aż do tej pory. Na wietnamskiej wyspie Phu Quoc co chwila można zobaczyć farmę pieprzu. Jednak nie o tym chciałem pieprzyć... eee pisać.

niedziela, 27 kwietnia 2014

Jeśli Frutti di Mare, to tylko w Ha Tien


W Kambodży mieliśmy małą zagwozdkę, przedłużać wizę o miesiąc i dalej wylegiwać się na plaży, czy może jednak ruszyć dalej do Wietnamu. Koszty wiz i ewentualnych biletów lotniczych były zbliżone. Postawiliśmy jednak na coś nowego. Może wróćmy na chwilkę do przeszłości...

piątek, 18 kwietnia 2014

Sihanoukville i rajska plaża Otres


Po głównej atrakcji Kambodży postanowiliśmy urządzić sobie prawdziwe wakacje na plaży. Wybraliśmy się do miejscowości Sihanoukville, gdzie spędziliśmy cudowne 3 tygodnie.
Naszym głównym zajęciem było wygrzewanie się na odludnej plaży Otres oddalonej ok 20 minut jazdy skuterem od miasta.

niedziela, 13 kwietnia 2014

Długo wyczekiwany zabytek Kambodży

Angkor Wat - prawie każdy o nim słyszał. A jeśli nie słyszał to wydaje mu się tylko, że nie słyszał. To właśnie tutaj kręcone były sceny z filmu "Tomb Raider". Angkor Wat jest jednym z najstarszych kompleksów świątyń na naszej planecie. Słowem atrakcja turystyczna znana na cały świat.

sobota, 1 marca 2014

Chill Out Town, czyli witamy w Vang Vieng


Wychodzę z założenia, że podróżując nie wracam do tych samych miejsc. Jest przecież tyle do zobaczenia na tym świecie. Czasem jednak coś potrafi mnie zauroczyć, na tyle, żeby zacząć snuć plany: kiedy mogę znów tu przyjechać? Jednym z takich miejsc jest Vang Vieng, małe miasteczko w Laosie, położone całkiem niedaleko od granicy z Tajlandią.

Laotański przepych - Luang Prabang


Zasiedzieliśmy się trochę na północy Laosu, czas było ruszyć dalej. Przed nami Luang Prabang, czyli miasto wpisane na listę Unesco, a to do czegoś obliguje. Przepiękne świątynie, dopieszczone uliczki i domy, tak właśnie wygląda to ładne kolonialne miasteczko. Ale ceny też są tu ładne. 26 dolców za norę...
Tak oto Mańki zaznały trochę kultury ;)

sobota, 1 lutego 2014

Nasz kanał na YouTobe - warto zobaczyć!

Kochani, zapewne część z Was zauważyła, że codziennie nagrywamy kilka minut z naszego życia, filmiki można oglądać na naszym kanale na YouTube - maniekrodzinka

Jeśli macie ochotę odwiedzić ciekawe miejsca, to koniecznie zajrzyjcie na nasz kanał (link powyżej). Subskrybujcie nas, żeby być na bieżąco i uczestniczyć z nami w naszej podróży. Codziennie o godzinie 17.00 czasu polskiego nadajemy nowy odcinek :)

Obecnie jesteśmy w Laosie. W planach Tajlandia, Kambodża i Wietnam.

Zapraszamy serdecznie do oglądania! :)


czwartek, 16 stycznia 2014

Laos - z dala od zgiełku

Lubię to uczucie, gdy wjeżdżam do kraju, w którym jeszcze nie byłem. Gdy mogę skonfrontować wyobrażenia i oczekiwania z rzeczywistością. Laos wita nas dość miło, ludzie są serdeczni i otwarci.

czwartek, 9 stycznia 2014

My tu pitu pitu a Gabryś bul bul...

... ciężko to opisać słowami, najlepiej obejrzeć vloga :)

>> TU KLIKNIJ ABY ZOBACZYĆ CO SIĘ WYDARZYŁO <<.


oraz kilka fotek :)

Maksiu płaci za drugi dzień wynajmu skutera

po drodze zobaczylimy kwiaty, proszę zwrócić uwagę na bohaterów drugiego planu :)

miłość kwitnie, pod wodospadem, niezbyt szczerze mówiąc oszałamiającym










niedziela, 5 stycznia 2014

Jaskinia Tham Nam Lod, po prostu WOW!!!

Kilka miesięcy temu podczas planowania naszego wyjazdu natrafiłem na zdjęcia pewnej jaskini i płynącej w niej rzeki. Pokazałem chłopakom bambusowe tratwy, którymi można płynąć. Razem doszliśmy do wniosku, że koniecznie musimy tam pojechać.
Dziś nadszedł ten dzień. Odpaliłem niebieską Yamahę i ruszyliśmy do jaskini Tham Nam Lod. Przejechanie 40km krętą górską drogą zajęło mi dwie godzinki. Gabryś w tym czasie zdrzemnął się a Maksio na krótkim postoju wypatrzył truskawki. Wiedząc, że to jest luksus w Azji, zrobił te swoje maślane oczka:
- Tato kup mi truskawki, nawet jak będą drogie!
Oczywiście, że kupiłem kubeczek :)

Na miejsce dojechaliśmy o godzinie 15, więc to daje pogląd, kiedy się zwykle zbieramy haha. Jak zawsze z samego rana haha ;)

W swoim życiu widzieliśmy już kilka jaskiń, ale ta jest z całą pewnością najlepsza!! Na początek wpłynęliśmy tratwą przez ogromne wejście do jaskini. Następnie w egipskich ciemnościach i blasku lampy naftowej maszerowaliśmy z naszą przewodniczką podziwiając najróżniejsze formacje skalne. Potem znów tratwa i karmienie wielkich ryb, które wystawiały swoje pyski nad wodę i kłębiły się. Całość to bita godzina.

Naprawdę, super spędzony dzień:)

>> RELACJA WIDEO Z TEGO DNIA <<




















hmmm... podczas jazdy skuterem po zmroku jest naprawdę zimno, stąd ten mój osobisty krzyk mody


czwartek, 2 stycznia 2014

Lopburi - Miasto Małp

Niewiele jest miejsc, do których chcemy wracać. Przecież Świat jest tak wielki i jeszcze tyle jest do zobaczenia...
A my kilka dni temu ponownie zawitaliśmy do Lopburi. Jest to niewielkie miasteczko położone zaledwie trzy godziny jazdy pociągiem od Bangkoku. Tak naprawdę nie ma tu nic wyjątkowego, oprócz hord małp, które zastraszają mieszkańców. Tak poza tym życie toczy się tu własnym torem.
Maks uwielbia zwierzęta, a tutaj ma je dosłownie na wyciągnięcie ręki. Będąc w Anglii ciągle wspominał "Miasto Małp", więc oczywistym było, że tu przyjedziemy.
Niesamowite jest to, że można godzinami siedzieć na końcu hotelowego korytarza i obserwować życie tych zadziornych ssaków. Cały przekrój stada normalnie. Od małych słodziaków, co jeszcze piją mleko z cyca mamy, przez młodzież szukającą swojej pozycji w społeczności do samców alfa z wielkimi jajami, których głównym zajęciem jest przeganianie współbratymców i "przytulanie" jak największą ilość samic.

Głównym punktem programu jest oczywiście wycieczka do Świątyni Małp, tam nasi mali przyjaciele dostają dużo jedzenia od turystów, więc jest ich tam cała masa.
Mali przyjaciele to może zbyt wygórowane określenie. W całym miasteczku w oknach są kraty, na słupach druty kolczaste a wiele osób nie wychodzi z domu bez kija, procy, lub karabinu na kulki.

Makaki czynią demolkę :D

>> VLOG: WSZĘDZIE MAŁPY - DZIEŃ 385 <<

>> VLOG: MAŁPA WPLĄTAŁA SIĘ WE WŁOSY - DZIEŃ 386 <<

Zachęcam również do obejrzenia naszego poprzedniego pobytu w Mieście Małp:
>> VLOG: SKUTEREM NA PODBÓJ MAŁP - DZIEŃ 89 <<


Nett Hotel, zamiast okien kraty i małpy na wyciągnięcie ręki





 Świątynia Małp




środa, 1 stycznia 2014

Następne wcielenie - kot

U dołu schodów prowadzących do Świątyni powitał nas kot. Zakręcił się koło mojej nogi, otarł po kociemu i zamruczał przyjaźnie. Zaczęliśmy iść do góry, a nowy towarzysz kroczył z nami stopień po stopniu.
Oprowadził nas po jaskini. To połączenie surowej natury, posągów Buddy i ołtarzyków stwarzało nieco magiczne wrażenie. Kot nie odstępował nas na krok, mrucząc pod nosem, jak to koty mają w zwyczaju.

Efektu dopełniała wszechogarniająca cisza oraz to, że byliśmy tam całkiem sami.

Nie licząc kota:)

>> TU KLIKNIJ ABY ZOBACZYĆ CZARNEGO KOTA <<






 
dla mnie zawsze czarny kot był symbolem szczęścia...