czwartek, 16 stycznia 2014

Laos - z dala od zgiełku

Lubię to uczucie, gdy wjeżdżam do kraju, w którym jeszcze nie byłem. Gdy mogę skonfrontować wyobrażenia i oczekiwania z rzeczywistością. Laos wita nas dość miło, ludzie są serdeczni i otwarci.

czwartek, 9 stycznia 2014

My tu pitu pitu a Gabryś bul bul...

... ciężko to opisać słowami, najlepiej obejrzeć vloga :)

>> TU KLIKNIJ ABY ZOBACZYĆ CO SIĘ WYDARZYŁO <<.


oraz kilka fotek :)

Maksiu płaci za drugi dzień wynajmu skutera

po drodze zobaczylimy kwiaty, proszę zwrócić uwagę na bohaterów drugiego planu :)

miłość kwitnie, pod wodospadem, niezbyt szczerze mówiąc oszałamiającym










niedziela, 5 stycznia 2014

Jaskinia Tham Nam Lod, po prostu WOW!!!

Kilka miesięcy temu podczas planowania naszego wyjazdu natrafiłem na zdjęcia pewnej jaskini i płynącej w niej rzeki. Pokazałem chłopakom bambusowe tratwy, którymi można płynąć. Razem doszliśmy do wniosku, że koniecznie musimy tam pojechać.
Dziś nadszedł ten dzień. Odpaliłem niebieską Yamahę i ruszyliśmy do jaskini Tham Nam Lod. Przejechanie 40km krętą górską drogą zajęło mi dwie godzinki. Gabryś w tym czasie zdrzemnął się a Maksio na krótkim postoju wypatrzył truskawki. Wiedząc, że to jest luksus w Azji, zrobił te swoje maślane oczka:
- Tato kup mi truskawki, nawet jak będą drogie!
Oczywiście, że kupiłem kubeczek :)

Na miejsce dojechaliśmy o godzinie 15, więc to daje pogląd, kiedy się zwykle zbieramy haha. Jak zawsze z samego rana haha ;)

W swoim życiu widzieliśmy już kilka jaskiń, ale ta jest z całą pewnością najlepsza!! Na początek wpłynęliśmy tratwą przez ogromne wejście do jaskini. Następnie w egipskich ciemnościach i blasku lampy naftowej maszerowaliśmy z naszą przewodniczką podziwiając najróżniejsze formacje skalne. Potem znów tratwa i karmienie wielkich ryb, które wystawiały swoje pyski nad wodę i kłębiły się. Całość to bita godzina.

Naprawdę, super spędzony dzień:)

>> RELACJA WIDEO Z TEGO DNIA <<




















hmmm... podczas jazdy skuterem po zmroku jest naprawdę zimno, stąd ten mój osobisty krzyk mody


czwartek, 2 stycznia 2014

Lopburi - Miasto Małp

Niewiele jest miejsc, do których chcemy wracać. Przecież Świat jest tak wielki i jeszcze tyle jest do zobaczenia...
A my kilka dni temu ponownie zawitaliśmy do Lopburi. Jest to niewielkie miasteczko położone zaledwie trzy godziny jazdy pociągiem od Bangkoku. Tak naprawdę nie ma tu nic wyjątkowego, oprócz hord małp, które zastraszają mieszkańców. Tak poza tym życie toczy się tu własnym torem.
Maks uwielbia zwierzęta, a tutaj ma je dosłownie na wyciągnięcie ręki. Będąc w Anglii ciągle wspominał "Miasto Małp", więc oczywistym było, że tu przyjedziemy.
Niesamowite jest to, że można godzinami siedzieć na końcu hotelowego korytarza i obserwować życie tych zadziornych ssaków. Cały przekrój stada normalnie. Od małych słodziaków, co jeszcze piją mleko z cyca mamy, przez młodzież szukającą swojej pozycji w społeczności do samców alfa z wielkimi jajami, których głównym zajęciem jest przeganianie współbratymców i "przytulanie" jak największą ilość samic.

Głównym punktem programu jest oczywiście wycieczka do Świątyni Małp, tam nasi mali przyjaciele dostają dużo jedzenia od turystów, więc jest ich tam cała masa.
Mali przyjaciele to może zbyt wygórowane określenie. W całym miasteczku w oknach są kraty, na słupach druty kolczaste a wiele osób nie wychodzi z domu bez kija, procy, lub karabinu na kulki.

Makaki czynią demolkę :D

>> VLOG: WSZĘDZIE MAŁPY - DZIEŃ 385 <<

>> VLOG: MAŁPA WPLĄTAŁA SIĘ WE WŁOSY - DZIEŃ 386 <<

Zachęcam również do obejrzenia naszego poprzedniego pobytu w Mieście Małp:
>> VLOG: SKUTEREM NA PODBÓJ MAŁP - DZIEŃ 89 <<


Nett Hotel, zamiast okien kraty i małpy na wyciągnięcie ręki





 Świątynia Małp




środa, 1 stycznia 2014

Następne wcielenie - kot

U dołu schodów prowadzących do Świątyni powitał nas kot. Zakręcił się koło mojej nogi, otarł po kociemu i zamruczał przyjaźnie. Zaczęliśmy iść do góry, a nowy towarzysz kroczył z nami stopień po stopniu.
Oprowadził nas po jaskini. To połączenie surowej natury, posągów Buddy i ołtarzyków stwarzało nieco magiczne wrażenie. Kot nie odstępował nas na krok, mrucząc pod nosem, jak to koty mają w zwyczaju.

Efektu dopełniała wszechogarniająca cisza oraz to, że byliśmy tam całkiem sami.

Nie licząc kota:)

>> TU KLIKNIJ ABY ZOBACZYĆ CZARNEGO KOTA <<






 
dla mnie zawsze czarny kot był symbolem szczęścia...