czwartek, 1 maja 2014

Potęga natury, czyli wulkany w Indonezji


Wyjeżdżając z Indonezji a konkretnie z Sumatry w roku 2010 mieliśmy ogromny niedosyt, ponieważ byliśmy tam bardzo krótko. Wiedzieliśmy, że kiedyś tu wrócimy. Podczas obecnej podróży kraj ten zajął szczególne miejsce w naszych planach. Lot z Kuala Lumpur do Medan mieliśmy zaplanowany już dawno.

Miasto Medan szczerze mówiąc niczym nie zachwyca, jest ruchliwe, zakurzone, nie ma się gdzie przechadzać. Taki zakorkowany moloch, gdzie nie ma nic do zwiedzania. Zabawiamy tutaj kilka dni w trochę lepszym hotelu, żeby złapać oddech po dość długiej podróży. Jak długiej? Już wymieniam, bo jest co wymieniać:
Lot Wyspa Phu Quoc - Ho Chi Minh, jeden nocleg w Ho Chi Minh. Następnego dnia lot do Kuala Lumpur, tam dwa noclegi i w międzyczasie idziemy z Dorotką do dentysty ajjj. Szybko, szybko bo znów lot z KL do Medan. Uff...
Tak więc jak już wspomniałem chiloutujemy się w dobrym hotelu, lecz oczywiście nie jest to naszym celem. Szybko organizujemy sobie transport autobusowy do Berastagi.


Berastagi, takie małe górskie miasteczko, które znajduje się w pobliżu dwóch aktywnych wulkanów. Mamy ambicję zdobyć obydwa. Jednak nasze plany krzyżuje erupcja Sinabung, która miała miejsce na kilka tygodni przed naszym przyjazdem. Zresztą ten sam wulkan wybuchł kilka lat temu tuż po naszym wyjeździe w 2010 roku. Tym razem wejście na ten wulkan zabronione jest do odwołania, a ludność z okolicznych miejscowości została ewakuowana. Widzieliśmy pola namiotowe służące jako schronienie dla tych właśnie ludzi.
Może jednak wróćmy do przeszłości, bo ja taki sentymentalny. Kilka lat temu, kiedy Gabryś był jeszcze rozmiaru niewielkiej fasolki i pływał sobie w brzuszku Dorotki a Maksiu miał półtora roczku wdrapaliśmy się na aktywny wulkan Sibayak (aby przeczytać o tym jak weszliśmy na wulkan dawno temu kliknij tutaj). Teraz, gdy nasi chłopcy mają po trzy i pięć lat weszliśmy tam ponownie. Wulkan ten, z gazami wydobywającymi się z sykiem, stał się dla nas rodzinnym symbolem. Naprawdę, byłem wzruszony, gdy ze swoimi synkami stanąłem na szczycie i spojrzałem w krater.
Chłopcy naprawdę dzielnie szli, pozbieraliśmy siarkę na pamiątkę, nawąchaliśmy się smrodu i było cudownie.
Ogólnie pogoda nam się cudownie udała, bo w tej części Sumatry pada non stop. Podczas pory mokrej codziennie, natomiast podczas pory suchej prawie codziennie... My chyba słonko wozimy ze sobą haha.

>> TUTAJ KLIKNIJ ABY OBEJRZEĆ FILM Z WEJŚCIA NA WULKAN <<

 w drodze na wulkan, jak to mówi Maksio, wspindraczka

 trasa do łatwych nie należy, oj nie




 na zboczu krateru Sibayak, Gabryś, tylko nie fiknij do tyłu...

 gorące źródła u podnóża wulkanu Sibayak, wstęp ok 3zł, dzieci za free



 nastoletnie fanki mańka są wszędzie, nawet w Indonezji haha

 autobus szkolny w Berastagi

my jeździmy w czwórkę, ta pani ma lepszego skilla


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz